poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział 2

Po wyjściu z domu nie miałam pojęcia gdzie się udać. Ten cały obóz herosów mógł być wszędzie! Poszłam więc przed siebie. Po drodze kupiłam drożdżówkę z dżemem, by zaspokoić głód. Szłam tak sobie chyba z dwie godziny. Zabudowania zaczęły się przerzedzać, a ja straciłam już jakąkolwiek nadzieję, że odnajdę ten Obóz. Nagle usłyszałam za sobą człapanie. Obejrzałam się, nic. Przeszłam kawałek, a następnie gwałtownie się odwróciłam. Dostrzegłam ogromną postać mającą chyba z trzy metry z jednym brązowym okiem. Zaraz! Jednym okiem?! Stwór chyba zorientował się, że go zauważyłam. Zupełnie niespodziewanie mój umysł stał się czysty, moje myśli biegły w zastraszającym tempie. Mój mózg szybko ocenił sytuację. Nie mam broni, stwór jest ode mnie silniejszy, mówiąc w skrócie jestem na straconej pozycji. Ale miałam jeden atut- umiałam bardzo szybko biegać. Jednak jak to wykorzystać? Nie ma w pobliżu żadnego miejsca w którym mogłabym się schronić. Nagle zobaczyłam drogowskaz, plantacja truskawek- 100 metrów. O ironio! Nie dawno szukałam letniej pracy, a teraz gdy ściga mnie cyklop (coś pamiętam z tej mitologii), znajduje potencjalnego pracodawcę. Obawiam się, że nie zrobię najlepszego wrażenia wpadając do biura goniona przez cyklopa.
Te spostrzeżenia zajęły mi ułamki sekundy. W tedy potwór zaatakował. Instynktownie rzuciłam się do ucieczki. Biegłam najszybciej w życiu i... sukces- potwór zaczął się stopniowo oddalać! Jednak oczywiście cos musiało pójść nie po mojej myśli. Potknęłam się, a potwór nadrobił straconą odległość. Nie było czasu do stracenia, chwyciłam leżącą nieopodal gałąź i rzuciłam nią jak oszczepem trafiając prosto w oko, które musiało być chyba słabym punktem stworzenia, bo upadł na ziemię i powoli rozsypał w zielony proszek. Zobaczyłam biegnącą do mnie grupkę nastolatków w pomarańczowych koszulkach. Zaczęło mi się kręcić w głowie, upadłam. Zobaczyłam jeszcze tylko cztery głowy pochylające się nade mną. Dwóch chłopaków o czarnych włosach, jedna blondynka i jedna szatynka. Potem była już tylko ciemność.
***
 
- Kim ona jest?- stopniowo zaczęły docierać do mnie głosy.
- Nie wiem, Nico, naprawdę nie wiem. Bogowie ostatnio są aż dziwnie cisi.- odezwał się zdecydowanie starszy głos.
- Jak myślisz Chejronie, kogo jest córką?
- Nico! Powiedziałem, że nic nie wiem!- mężczyzna zdecydowanie zaczynał tracić cierpliwość.- Idź już, za dwie godziny zaczyna się bitwa o sztandar, a z tego co wiem ty nie zawarłeś jeszcze żadnego sojuszu.
- Nie zrobiłem tego, bo...
-Nie tłumacz się! Wynocha stąd! Pacjentka potrzebuje spokoju...- przerwał mu. Usłyszałam kroki i trzaśnięcie drzwiami. Ten moment wybrałam by otworzyć oczy. Nieopodal łóżka, odwrócony do mnie tyłem stał... centaur? Okayyy, nie spodziewałam się, ale biorąc pod uwagę, że wczoraj gonił mnie cyklop, to centaura mogę znieść na luzie.
- Witaj w obozie herosów.

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 1

Tej nocy nie mogłam zasnąć, a gdy już mi się to udało dręczyły mnie dziwaczne sny.
Byłam na placu zabaw, opustoszały teraz wyglądał dziwacznie. Nagle dostrzegłam dziewczynę w moim wieku huśtającą się tak wysoko, że aż przez chwilę przestraszyłam się, że zleci. Najdziwniejsze w tym było to, że wyglądała zupełnie jak ja. Miała rude długie włosy, czekoladowe oczy i  była drobnej budowy. Uśmiechnęła się na mój widok. Podeszłam do niej i zapytałam:
-Kim jesteś?
-Jestem Artemida, bogini wiecznych łowów, księżyca, jedna z Wielkiej Dwunastki, ale przede wszystkim twoja matka.- Mój mózg pracował na najwyższych obrotach. To by tłumaczyło dlaczego wyglądała identycznie jak ja i co się stało z moją mamą. Tata zawsze powtarzał, że nie umarła, że musiała nas zostawić. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Taka już byłam. Nie ma jej to nie ma, najwidoczniej miała dobry powód by odejść. Jednak coś mi się nie zgadzało.
- Przecież ty jesteś w moim wieku!
- Luno, ja jestem boginią mogę wyglądać jak chcę. Mogłabym ci się ukazać jako staruszka, albo łania, albo...cokolwiek.
- Jako paczka popcornu też?- zapytałam z fascynacją.
-Tak, też- odpowiedziała Artemida ze śmiechem.- Ale sądzę, że rozmawianie z popcornem byłoby co najmniej dziwne.- Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Czyli cała mitologia to prawda?
-Tak, córeczko. A teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie. Jest miejsce dla takich jak ty, to Obóz Herosów. Musisz tam dotrzeć...-głos Artemidy zaczął słabnąć, a ona zaczęła sama zaczęła się rozmazywać- Mój czas się kończy, pamiętaj, że Cię kocham...- Moja matka zniknęła, a ja obudziłam się w swoim pokoju. Był on pomalowany na jasnozielono, a wszystkie meble wykonane zostały z jasnego drewna. Lubiłam tu być. O co chodziło matce, byłam pewna, że powiedziała  prawdę, gdy mówiła o tym, no, Obozie Herosów? Wstałam i szybko ubrałam się w krótkie czarne spodenki, koszulkę w różnokolorowe paski i ukochane czarne martensy. Wybiegłam z domu, krzycząc jeszcze do taty:
- Idę poszukać miejsca, o którym mówiła osoba z mojego snu! Nie czekaj na mnie z obiadem!

***
 Pan Darkfeather zobaczył jeszcze tylko zamykające się drzwi i tupot ciężkich butów na schodach. Przeczucie mówiło mu, że nadszedł ten moment. Jego ukochana córeczka już wie. Nagle poczuł ostrze noża na gardle.
- Gdzie ona jest?!- zapytał się  chrapliwy głos. Tego głosu mężczyzna nie słyszał od bardzo dawna.
- Nie wiem...
- Wiesz! Gadaj!- przerwał mu.
- Nie powiem, nie wiem.- poczuł, że ostrze wbija mu się w gardło.
- Teraz to już na pewno nie.- powiedział znajomy głos. Ostatnim co pan Darkefeather zobaczył, były oczy jego znienawidzonego brata. Przyrodniego brata- przywódcy bandy zbuntowanych herosów. Taak, Benbył jego bratem. Ale teraz nosił inne imię- Ethan Nakamura.

niedziela, 12 października 2014

WSTĘP

Hej!
Witajcie na moim blogu! Będę na nim pisać moje własne opowiadanie dziejące się w obozie herosów! To mój pierwszy blog więc proszę o wyrozumiałość. Posty będą się pojawiać w miarę możliwości co sobotę. Zapraszam do czytania i oczywiście, bo jakby inaczej, komentowania!
eva