Byłam na placu zabaw, opustoszały teraz wyglądał dziwacznie. Nagle dostrzegłam dziewczynę w moim wieku huśtającą się tak wysoko, że aż przez chwilę przestraszyłam się, że zleci. Najdziwniejsze w tym było to, że wyglądała zupełnie jak ja. Miała rude długie włosy, czekoladowe oczy i była drobnej budowy. Uśmiechnęła się na mój widok. Podeszłam do niej i zapytałam:
-Kim jesteś?
-Jestem Artemida, bogini wiecznych łowów, księżyca, jedna z Wielkiej Dwunastki, ale przede wszystkim twoja matka.- Mój mózg pracował na najwyższych obrotach. To by tłumaczyło dlaczego wyglądała identycznie jak ja i co się stało z moją mamą. Tata zawsze powtarzał, że nie umarła, że musiała nas zostawić. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Taka już byłam. Nie ma jej to nie ma, najwidoczniej miała dobry powód by odejść. Jednak coś mi się nie zgadzało.
- Przecież ty jesteś w moim wieku!
- Luno, ja jestem boginią mogę wyglądać jak chcę. Mogłabym ci się ukazać jako staruszka, albo łania, albo...cokolwiek.
- Jako paczka popcornu też?- zapytałam z fascynacją.
-Tak, też- odpowiedziała Artemida ze śmiechem.- Ale sądzę, że rozmawianie z popcornem byłoby co najmniej dziwne.- Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Czyli cała mitologia to prawda?
-Tak, córeczko. A teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie. Jest miejsce dla takich jak ty, to Obóz Herosów. Musisz tam dotrzeć...-głos Artemidy zaczął słabnąć, a ona zaczęła sama zaczęła się rozmazywać- Mój czas się kończy, pamiętaj, że Cię kocham...- Moja matka zniknęła, a ja obudziłam się w swoim pokoju. Był on pomalowany na jasnozielono, a wszystkie meble wykonane zostały z jasnego drewna. Lubiłam tu być. O co chodziło matce, byłam pewna, że powiedziała prawdę, gdy mówiła o tym, no, Obozie Herosów? Wstałam i szybko ubrałam się w krótkie czarne spodenki, koszulkę w różnokolorowe paski i ukochane czarne martensy. Wybiegłam z domu, krzycząc jeszcze do taty:
- Idę poszukać miejsca, o którym mówiła osoba z mojego snu! Nie czekaj na mnie z obiadem!
***
Pan Darkfeather zobaczył jeszcze tylko zamykające się drzwi i tupot ciężkich butów na schodach. Przeczucie mówiło mu, że nadszedł ten moment. Jego ukochana córeczka już wie. Nagle poczuł ostrze noża na gardle.
- Gdzie ona jest?!- zapytał się chrapliwy głos. Tego głosu mężczyzna nie słyszał od bardzo dawna.
- Nie wiem...
- Wiesz! Gadaj!- przerwał mu.
- Nie powiem, nie wiem.- poczuł, że ostrze wbija mu się w gardło.
- Teraz to już na pewno nie.- powiedział znajomy głos. Ostatnim co pan Darkefeather zobaczył, były oczy jego znienawidzonego brata. Przyrodniego brata- przywódcy bandy zbuntowanych herosów. Taak, Benbył jego bratem. Ale teraz nosił inne imię- Ethan Nakamura.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz